Zawartość wpisu: Pokaż
Rok 2025 był rokiem kontrastów. Zaczęliśmy od spokojnych europejskich city breaków, sierpień był drogowym maratonem, a wrzesień przyniósł podróżniczą kulminację i wyprawę na drugą stronę globu. Oto jak w szczegółach wyglądało dwanaście miesięcy minionego roku.
Styczeń

Nowy rok powitaliśmy w słonecznym Porto. Zamiast sylwestrowego szaleństwa wybraliśmy późną kolację z widokiem na rzekę Douro, a następnego dnia – leniwy noworoczny spacer stromymi uliczkami starego miasta.
Luty

W walentynki, trzymając za rękę męża, spacerowałam po Como. Dzień później w Mediolanie zadzieraliśmy głowy na Piazza del Duomo, a potem oglądaliśmy street art w dzielnicy Turro.
Marzec

Na początku marca oglądaliśmy Fasnachtsumzug w Zofingen. Muszę przyznać, że widok przebierańców maszerujących wśród tłumu wiosennie ubranych ludzi był surrealistycznym doświadczeniem. Nie wiem, jak w takim słońcu dali radę w tych strojach i maskach.
Kwiecień

Na początku kwietnia pojechałam z młodszym synem do Łodzi. Pod koniec miesiąca, w poszukiwaniu słońca i egzotyki wybraliśmy się do Ogrodu Chińskiego w Zurychu. Później zrobiliśmy tour po uczelniach synów. Starszy jest na pierwszym roku uniwersytetu, a młodszy po wakacjach rozpocznie naukę na ETH.
Maj

W ostatni dzień kwietnia wsiedliśmy w samolot i na pierwszy majowy weekend uciekliśmy do Hiszpanii. Ostatni raz Walencję widziałam w 2017 roku, a ta wizyta utwierdziła mnie w przekonaniu, że naprawdę lubię to miasto!
Czerwiec

Czerwiec 2025 był w Polsce miesiącem wyborów prezydenckich. Z tego powodu w komplecie stawiliśmy się w komisji wyborczej w Bernie. Kolejny raz wróciliśmy do Colmar, ale przyznaję, że tamtego dnia pogoda odebrała temu miejscu nieco czaru. Za to pierwszy raz w pełnym składzie, polecieliśmy do Rzymu, ale najwidoczniej o kilka lat za późno. Okazało się, że ja i mąż nie jesteśmy w stanie zwiedzać miasta przy temperaturze przekraczającej 30 stopni. Nie pokazaliśmy chłopakom wszystkiego, co planowaliśmy, ale z pewnością rozbudziliśmy w nich apetyt na powrót.
Lipiec

W lipcu poleciałam do Polski. Spędziłam trochę czasu w rodzinnej Łodzi, a na weekend pojechałam z siostrą i jej rodziną do Gdańska.
Sierpień

Na początku sierpnia musieliśmy stawić się w Łodzi na imprezie osiemnastkowej. Całą czwórką zapakowaliśmy się w samochód, a aby urozmaicić sobie jazdę, trasę poprowadziliśmy przez: Ołomuniec, Nikiszowiec, Częstochowę, Kraków i Wiedeń.
Ostatni weekend sierpnia mój mąż zaplanował „boiskowo” – zobaczyliśmy dwa mecze, ale również miasta: Pawia, Kremona, Brescia, Parma i Como.

Wrzesień

To miesiąc, na który mój mąż zazwyczaj planuje urlop. W tym roku było to przede wszystkim wyzwanie fizyczne i logistyczne z kroplą relaksu na Bali. Zobaczyłam też: Bangkok, Melbourne, Kuala Lumpur i Singapur.

Październik-Lisopad

W październiku studziliśmy emocje po wrześniowym wyzwaniu urlopowym. W listopadzie wybraliśmy się na spacery do Berna i Bremgarten.
Grudzień

W grudniu ponownie całą rodziną wsiedliśmy w samochód. W Łodzi świętowałam swoje 50. urodziny oraz Boże Narodzenie. 28 grudnia byliśmy już w domu, bo 31 grudnia wsiadłam z mężem w samolot, aby rok 2025 pożegnać w Limassol.
Podsumowanie
Odwiedzone kraje: Portugalia, Włochy, Szwajcaria, Hiszpania, Francja, Polska, Czechy, Austria, Indonezja, Australia, Tajlandia, Malezja, Singapur, Cypr.
Podróżnicze debiuty: Indonezja, Australia, Tajlandia i Malezja i Cypr.
Największa pokonana odległość: Bangkok – Melbourne 7370 km w jedną stronę. Powrót (Melbourne – Bangkok) był znacznie gorszy, fizycznie ten sam dystans, ale lot „pod wiatr” do Tajlandii trwał prawie godzinę dłużej i zdecydowanie bardziej dał się we znaki.
Najpięknieszy widok: Trudno o jeden, ale na podium umieszczę: Batu Caves (za kolory i przyjaznych ludzi), Wat Phra Kaew (za wręcz psychodeliczne nagromadzenie w jednym miejscu kształtów, struktur i barw), geometryczna mozaika tajskich pól widziana z okna samolotu (bo nigdzie jeszcze nie widziałam tak pod linijkę wyznaczonych poletek). W bonusie – plątanina kabli na ulicach Bangkoku (bo podobno ten niewyobrażalny chaos, jest chaosem kontrolowanym).

Najlepszy smak: Balijskie klasyki! Nic nie pobiło smaku aromatycznego Sate Ayam z sosem orzechowym oraz puddingu z czarnego ryżu Bubur Injin, który mogę jeść w każdej możliwej konfiguracji smakowej.













