Wielka Brytania

Londyn 2005

Fotograficzny spacer po Londynie. . . 10 lat temu.

Okolice Pałacu Buckingham i parki królewskie

Spacer rozpoczęliśmy od samego serca brytyjskiej monarchii – majestatycznego Pałacu Buckingham. Obejrzeliśmy misternie zdobione bramy z królewskimi monogramami i rzuciliśmy okiem na monumentalny Victoria Memorial, po czym ruszyliśmy reprezentacyjną aleją The Mall. Zatrzymaliśmy się na chwilę zadumy przy szlaku pamiątkowym księżnej Diany w St James’s Park, zanim skierowaliśmy kroki ku potężnemu łukowi na Hyde Park Corner.

Piccadilly i Trafalgar Square

Z zielonych parków weszliśmy prosto w wielkomiejski zgiełk. Na Piccadilly Circus zobaczyliśmy słynnego Erosa, a widok klasycznych czerwonych budek telefonicznych przypomniał nam, że Londyn to miasto, w którym tradycja zawsze spotyka się z nowoczesnością. Podziwiając architektoniczne detale Cockspur Street, dotarliśmy na Trafalgar Square, gdzie nad tłumem turystów i czerwonych autobusów góruje biała wieża kościoła St Martin-in-the-Fields.

Whitehall i Westminster

Kolejnym etapem była wyprawa do politycznego centrum Londynu. Minęliśmy plac defilad Horse Guards Parade z niezwykłą armatą-smokiem i przeszliśmy pod kamiennym łukiem przy King Charles Street, by po chwili stanąć twarzą w twarz z symbolem miasta – wieżą Big Ben. Po wizycie w majestatycznym Opactwie Westminsterskim, ruszyliśmy wzdłuż Victoria Street. Tam, pośród nowoczesnych biurowców, odkryliśmy wiktoriańską perłę – pub The Albert, oraz neobizantyjskie wnętrza Katedry Westminsterskiej.

Nad Tamizą i wzdłuż Embankment

Czas na oddech nad wodą. Z mostu Westminster podziwialiśmy panoramę z kołem London Eye, po czym ruszyliśmy bulwarem Victoria Embankment. To był moment na regenerację sił – usiedliśmy na słynnej ławce z wielbłądem. Przyglądając się ikonicznym latarniom z delfinami, chłonąc widoki i atmosferę, nabieraliśmy sił na ostatni etap naszej wędrówki.

City of London i okolice Tower

Finał spaceru to powrót do korzeni miasta. Po przejściu przez nowoczesny Millennium Bridge z widokiem na kopułę Katedry św. Pawła, zagłębiliśmy się w labirynt uliczek City. Mijając drogowskazy przy Gracechurch Street, dotarliśmy wreszcie do potężnych murów twierdzy Tower of London. Całość zwieńczył najbardziej rozpoznawalny widok na świecie – monumentalny i niezmiennie zachwycający Tower Bridge.

Londyn zwiedzaliśmy z mężem i niespełna dwuletnim synem, który większość trasy smacznie przespał. Miasto nas zachwyciło, choć katorgą okazało się metro, zupełnie nieprzystosowane do wózków. Mam nadzieję, że przez te lata Londyn stał się dla rodziców mniejszym wyzwaniem niż podczas naszej wyprawy.

Ja do Londynu nigdy nie wróciłam. Za to mąż i synowie tak. Cóż, może kiedyś i mnie się uda.

Może Ci się spodobać: